Przykład recenzji przedwydawniczej

Moja recenzja przedwydawnicza „Stąd do tam i z powrotem“ autorstwa Wojciecha Łabęckiego ma prawie 10 tys. znaków ze spacjami i czyta się ją około 5 minut. Zawiera cytaty z utworu, zaznaczone kursywą.

Wolność interpretacji i nie tylko

Nie powinienem narzekać. Dopóki są wspomnienia, dopóty warto żyć, nawet pod różnymi postaciami… Jak tu i teraz.

Czas w powieści, książce, a nawet życiu Wojciecha Łabęckiego, co zdradza osobista notatka na jej końcu, nie istnieje. Jest natomiast garść filozoficznych przemyśleń, wpleciona w wielość scen wypełnionych oniryzmem, niczym jedno wielkie śnienie, a wraz z nim  zupełnie niestandardowa podróż przez kolejne karty książki. Nie posiada ona fabuły, jak sugerowałby tytuł, jest to raczej zbiór przemyśleń, krzyżujących się na zmianę z obrazami ze świata pamięci, marzeń, snów lub rzeczywistości.

Wystarczył mi fakt, że sam ze sobą toczę wojny, że najeżdżam siebie, prowadząc działania dywersyjne, w trakcie których plądruję zdobyte dobra własne, a w apogeum przypływu militarnego szaleństwa, strzelam do samego siebie. W takich sytuacjach stosowałem okopanie jako niezbędną formę przetrwania, by pod osłoną nocy wykradać się z ukrytych przed samym sobą miejsc, przy czym – co ważne – zawsze idąc pod wiatr, by zaskoczyć przeciwnika, kierując się wszystkimi zmysłami, niczym noktowizorem, tylko po to, by najść go od drugiej strony, by unicestwić, by… Zniszczyć siebie.

Autor niewątpliwie jest bardzo sugestywny, autorefleksyjny, pełen świadomości własnego ja, własnego ego. Przez kolejne karty książki poznajemy narratora, który wprowadza nas, czytelników, do swojego, miejscami bardzo intymnego i prywatnego, świata, w którym wypowiedzi i kwestię wolności traktuje bardzo osobiście, w związku z czym mamy do czynienia z różnymi wyznaniami, przemyśleniami czy obrazami tłumaczącymi pewne, najróżniejsze zagadnienia. Łatwość językowa, którą posługuje się autor, przeplatana obrazami oniryzmu, daje niesamowity klimat i aurę tajemniczości, którą odkrywa się z każdą kolejną stroną.

Gdyby ktoś teraz zapytał, które wojny były najkrwawsze, zawsze odpowiem: te własne… Z samym sobą!

W omawianej pozycji autor w niesamowity sposób żongluje zarówno słowami, jak i emocjami, dzięki czemu staje się ona bardzo emocjonalna – to określenie z pewnością pasuje do tej opowieści. Niemal każde zdanie wyraża inne uczucie, inny zakres  wrażliwości, a taka skala powoduje wielkie zagęszczenie tychże eterycznych zjawisk. „Stąd do tam i z powrotem“, tytuł, jak i fraza, która często jest w opowieści przytaczana, parafrazowana, wyjaśniana i przybliżana, to jedna wielka emocjonalna alegoria. Alegoria podróży – tylko dokąd?

Najlepsze w tej książce jest to, że decyduje o tym na końcu sam czytelnik.

W poszukiwaniu niewiadomego, zacząłem się tłuc po barach, knajpach, pomimo, że zdawałem sobie sprawę z tego, że miejsca te nie dadzą odpowiedzi na żadne istotne pytanie nurtujące przegranego. Do dzisiaj nie odnalazłem odpowiedzi, czy szukałem jej – w tych barach – czy może raczej utraconej, specyficznej łączności, jaka zaistniała pomiędzy nami na przestrzeni lat. Nie liczyłem na jej cudowne odnalezienie lub na odnalezienie samego siebie czy też odnalezienie nas. Wiedziałem, że uleciała napędzana nieznaną mi bronią, natomiast ja, broniąc się przed samym sobą, ulatywałem w…

Podmiot pisarski w książce swoim zachowaniem, swoją aktywnością, refleksyjnością, przybliża siebie nieco do książek pokroju tych napisanych przez Charlesa Bukowskiego. Mamy zatłoczone bary, mamy ćmę barową, zewsząd unoszący się zapach alkoholu ponad przemyśleniami, refleksyjnością, filozofią. Są i w książce kobiety – wiele ich przedstawionych w diametralnie różnych kadrach lub scenicznych ujęciach – które również, w moim zamyśle, odsyłają do powieści Bukowskiego. Charles to pierwsze skojarzenie z książką Łabęckiego. Nie znaczy to, że to koniec literackich uniesień, skojarzeń. Mamy Proustowskie przemijanie czasu – choć autor jest zdania, że czas, jak zostało wspomniane, nie istnieje – mamy Proustowskie filozofowanie nad tym, czym jest, lub co oznacza „Stąd do tam i z powrotem“. Jest w książce także nieco Balzakowskiej komedii – tu i ówdzie wkrada się humor, który świetnie komentuje aktualne, niemal globalne zjawiska, w których aktywnie uczestniczymy, żyjąc w globalnej wiosce, przepełnionej wszechobecnymi reklamami.

Świadomy byłych stanów upojenia, odszedłem od nich po przefiltrowaniu stanu umysłu, czego dokonałem w trakcie przemierzania dzień w dzień drogi z tamtejszych miejsc do tego, z którego rozpocząłem to najważniejsze stąd do tam i z powrotem.

Niewątpliwie sztandarowym motywem opowieści Łabęckiego jest podróż.

Tytułowa podróż „Stąd do tam i z powrotem“ nosi nas przez kolejne karty, w których autor, odważnie i czasem nawet wulgarnie, odkrywa przed nami meandry tej podróży. Dokąd prowadzi ta wyprawa? Tego dowie się czytelnik, gdy przeczyta całość. Przy czym jeszcze raz podkreślę, że nie jest to do końca oczywiste, dokąd droga prowadzi, natomiast czytelnik sam może zdecydować i po prostu zinterpretować to, co zostało mu podane.

Generując kilometry tej asfaltowej filozofii, zagłębiony w koleinach niepewności, rozlanych po gładzi absurdu autostrady twierdzę, że życie ma sens, a jeżeli nie, to teatr z pewnością, bo nim właśnie jest życie!

W książce znajdziemy wiele podobnych wniosków oraz spostrzeżeń, wywodzących się z długiej tradycji literackiej, filozoficznej i nie tylko. Odwołanie autora do koncepcji życia jako teatru stare jest jak świat, sięga greckiej starożytności, a w pozaeuropejskich kręgach kulturowych nawet i dalej. Dla takich cytatów jak powyższy, warto przeczytać tę książkę, by z upodobaniem podkreślić to, co najbardziej przypada do gustu czy przyciąga uwagę. Ponadto, ciekawe novum w strukturze powieści stanowi „Spóźniona uwertura“. Napisana dla odmiany w czasie teraźniejszym, wspaniale ubarwia całą konstrukcję.

Odnajdziesz wolność w wyalienowaniu; tylko taka wolność istnieje!
Tak, właśnie tak!
Może uważasz, że nie?

Wolność to kolejny, szeroko eksplorowany w powieści wątek. Jest w tym utworze na pewno wolność słowa, niezgładzona przez cenzurę i zapewne w takiej wersji książkę będziemy czytać w wersji nietkniętej przez obyczajowość. Wolność autora wybrzmiewa w niemal każdym zdaniu, pomimo, że zdania bywają długie, zawiłe i wymagające wnikliwego  odczytu, ale jakaż czeka satysfakcja z przeczytania tak nietuzinkowej w treści książki. Mnie osobiście książka porwała od pierwszej do ostatniej strony i przyznaję otwarcie: czegoś tak oryginalnego nie czytałam od dawna. Wolność w książce Łabęckiego to także wolność w dobieraniu słów – czasem nawet wulgarnych, ale zawsze wyrażających prawdę, przynajmniej – prawdę. Środki stylistyczne, jak i słowa, dobierane są przez autora z naprawdę dużym literackim kunsztem, a wspominany szeroko w tej recenzji oniryzm sprzyja takiej aurze, a jednocześnie jest przez niego uwypuklana i podkreślana.

Mam przekonanie, że każdorazowo, kiedy budziłem się do tej tak zwanej rzeczywistości, w jakiejś odległej pamięci pozostawał mikroślad innej fazy, tej ze snu lub z zapomnienia, z których po przebudzeniu wychodziłem. Atakowały mnie jakieś drobiny sennych wspomnień, rzucających się brutalnie na ekran przebudzenia, który w obronie przed nachalnym, z trudem zaczynał przejmować nowe obrazy, całe sceny rzeczywistości, być może nawet tej przeciągniętej, z której ledwo co wyszedłem.

Granica między jawą a snem jest w książce Łabęckiego nieustannie przekraczana. Właściwie mamy do czynienia z zamazaniem granic między życiem a śnieniem. Nie wiadomo, co jest prawdą, a co fantazją, co jest marzeniem lub senną marą, czy też najzwyklejszym natręctwem z niedookreślonej rzeczywistości. Konfuzji sprzyja występująca na kartach powieści „postać“ Pytacza, czyli – jak nazwa wskazuje – osoby zadającej pytania autorowi. Autor, choć nazywa go często „natrętem“, dzielnie odpowiada na stawiane przez niego pytania. Taki zabieg w nieunikniony sposób na pewno czyni lekturę ciekawszą, a powieść – bardziej wiarygodną.

Czy ja jestem niebezpieczny?
Chciałem tylko kochać!

Książkę Łabęckiego należy przeczytać w ciszy, uczestnicząc w jej specyficznej aurze rytmie i biegu od początku do końca, albowiem całość jest integralna i tylko tak odbierana, pozwala na końcową interpretację. Zdaje się, że ile czytelników, tyle tych właśnie interpretacji pojawi się, chociaż wedle mnie autor stawia tylko jeden wybór – albo jego utwór jest o przemijaniu (ewentualnie śmierci), albo o miłości. Jasne, to pojęcia, zjawiska, z dwóch przeciwległych biegunów, a jednak twórca opowieści zgrabnie je łączy i pozostawia czytelnika z niemałym problemem do zgryzienia. Nie jest ostatecznie oczywiste, o czym jest ta książka. Czy to źle? Autor pozostawia czytelnikowi wolność – wolność zinterpretowania, wolność wyboru.

Wtedy dotarło do mnie, że życie to zbiorowa halucynacja, w której terkoczący projektor – jako jedyna rzeczywistość – w niekończącej się powtarzalności początku i końca, niezmiennie wyświetla omamy, sklejone dłonią nieznanego szaleńca.

Powyższy cytat sumuje i podkreśla wielkie bogactwo, jakie autor „Stąd do tam i z powrotem“ daje czytelnikom. Bogactwo metafor, różnych innych figur stylistycznych, ciekawych wniosków i spostrzeżeń, bogactwo nieustannej walki ze wtrącającym się do toku myślenia Pytaczem, bogactwo motywów takich jak teatr, miłość czy kobiety.

O czym jest ta książka?

Jak zostało powiedziane, nie jest to, przynajmniej dla autorki tej recenzji, do końca jasne. Jest na pewno podróż, jest przemijanie czasu, choć według autora, jak wcześniej zaznaczyłam, czas nie istnieje, jest zacieranie granic między jawą a snem, jest miłość, jest śmierć – mieszanka iście wybuchowa. Książkę polecam wszystkim, którzy nie boją się lektury z licznymi, filozoficznymi wtrąceniami, którzy nie obawiają się spojrzenia z perspektywy otwartego świata, do którego autor zaprasza w sposób przemyślany i bardzo urokliwy, którzy nie czują strachu przed nieznanym, a wręcz przeciwnie – chcą przez nie przejść, do jej ostatnich kart, i zmierzyć się z osobistą interpretacją.

Do odważnych świat należy.

Olga Kłos
Własny Pokój. Redagowalnia

19 thoughts on “Przykład recenzji przedwydawniczej

  1. Z jednej strony powinno się dobrze/ łatwo pisać taka recenzję, bo nikt jej jeszcze nie napisał wcześniej . Z drugiej strony na autorze spoczywa ogrom odpowiedzialności za dalsze losy.

  2. Zapoznałem się z komentarzami.
    Serdecznie pozdrawiam!
    Wojtek Łabęcki – autor “Stąd do tam i z powrotem”

Dodaj komentarz